Opasłe tomisko pod tytułem Metro 2033 z pewnością nie jest ucztą dla mola książkowego. Jest to tom spod znaku fantastyki, jednak, jak wiadomo, fantastyka musi być wiarygodna. W historię opisaną przez Glukowskiego nie udało mi się uwierzyć. Fabuła jest nieskomplikowana, przedstawia ratującego ludzkość superbohatera. Po wojnie nuklearnej mieszkańcy Moskwy schodzą do metra, które staje się schronem. Tam żyją wiele lat, odżywiając się grzybami, świniami i kurami. Podobno zwierzęta te nie potrzebują światła, ludzie łykają multiwitaminy (skąd je wzięli po napromieniowaniu całego miasta ?!) i mają się nieźle. W metrze czyhają na nich różne zagrożenia - hipnoza stosowana przez rozwiniętą formę życia, w którą zamienili się napromieniowani ludzie, potwory przedostające się do tuneli i oczywiście sami ludzie. Jedynym wiarygodnym aspektem tej historii jest podział na różne frakcje polityczne. Wśród ocalonych odradzają się różne ideologie, np. faszystowska czy marksistowska, które się zwalczają. Okazuje się, że największym zagrożeniem dla ludzkości jest człowiek. Nie jest to nowa prawda, autor nie wymyślił nic nowego, i karmi nas banałami. Czy warto sięgnąć po tę książkę? Zdecydowanie nie, jest to strata czasu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz